Kursy i Certyfikaty

Patokształcenie w Polsce: jak pseudouczelnie zarabiają na dyplomach

Dyplomy MBA za 2,5 tys. zł, kursy masażu w 40 minut, studia podyplomowe online bez kontroli. Jak działa system patokształcenia w Polsce i kto na tym zarabia.

Redakcja · 16 lipca 2026
Scrabble tiles on a wooden background spell out the word 'scam', concept for deception and trickery.
Fot. Markus Winkler / Pexels · Pexels License

Patokształcenie w Polsce to system, w którym dyplomy i certyfikaty wydawane są bez rzeczywistej weryfikacji wiedzy i umiejętności słuchacza, a państwowe instytucje przyglądają się temu biernie, pozwalając pseudoučelniom na zarabianie miliardów złotych.

Jak wygląda rzeczywistość patokształcenia?

Michał, tester systemu edukacyjnego, w zaledwie 40 minut ukończył kurs masażu z elementami fizjoterapii. Następnie zapisał się na kurs głównego księgowego organizowany przez Krajową Izbę Księgowych za niespełna 4 tys. zł, wierząc, że otrzyma uprawnienia do legalnej pracy we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Kurs miał trzy stopnie, testy cząstkowe do powtarzania, test końcowy i pracę zaliczeniową na jedną-dwie strony A4. Brzmiało profesjonalnie – aż do momentu, gdy system zaczął celowo utrudniać mu naukę, wylogowując go co kilka minut i zmniejszając liczbę zaliczonych godzin z 17 do 9.

Po tygodniu zmagań Michał przerobił zaledwie 20 godzin z wymaganych 38. Okazało się, że organizator kursu – spółka MTB – rozpoznał go po numerze PESEL i celowo utrudniał mu życie. Ta sama spółka należy do Adriana Mikołajczaka i Maksyma Grabarczyka, właścicieli Wyższej Szkoły Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu, gdzie Michał w godzinę skończył semestr studiów podyplomowych, rozwiązując testy metodą na chybił trafił.

Pseudoedukacyjne imperium

Mikołajczak i Grabarczyk stworzyli sieć kilkudziesięciu powiązanych ze sobą spółek, które tworzą pseudoedukacyjne imperium. Bez wychodzenia sprzed komputera można zostać:

ZawódFormaCzas ukończenia
MasażystaOnline40 minut
PielęgniarkaOnlinekilka godzin
PołożnaOnlinekilka godzin
Instruktor pływaniaOnlinekilka godzin
Główny księgowyOnlinekilka dni
CoachOnline1 dzień
Nauczyciel fizykiOnline (studia podyplomowe)1 semestr

Wszystkie kursy łączy jedno: organizatorzy podpierają się autorytetem państwa. Gwarantują, że materiały dydaktyczne są prowadzone w oparciu o rozporządzenie Ministra Edukacji i Nauki oraz ustawę Prawo oświatowe. Wśród partnerów wymieniają kuratoria oświaty, Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej oraz MEN. Piszą: “Jesteśmy wpisani do Rejestru Szkół i Placówek Oświatowych, Bazy Usług Rozwojowych. Oznacza to, że każda osoba posiadająca status bezrobotnego może wnioskować o pokrycie kosztów szkolenia przez swój Urząd Pracy”.

Państwo przymyka na to oko

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, która prowadzi Bazę Usług Rozwojowych, przyznaje: “Baza Usług Rozwojowych nie wybiera partnerów ani nie nadzoruje bezpośrednio jakości kształcenia”. Rzeczniczka Dolnośląskiego Kuratora Oświaty wyjaśnia, że niepubliczne szkoły działają na podstawie wpisu do ewidencji prowadzonej przez samorządy, a kurator nie wydaje zgody na ich prowadzenie, lecz jedynie opiniuje spełnianie ustawowych wymogów i sprawuje nadzór.

Ministerstwo Edukacji do dziś nie odpowiedziało na pytanie, dlaczego spółki Mikołajczaka i Grabarczyka powołują się na partnerstwo z resortem. Brak odpowiedzi to de facto przyzwolenie na funkcjonowanie systemu patokształcenia.

Nauczyciele – główne ofiary

System wymusza na nauczycielach studia podyplomowe, które są potrzebne do awansu. Kanclerz prywatnej uczelni z północy Polski opowiada: “Nauczyciele przychodzą do nas i chcą się zapisać na trzy rodzaje studiów równocześnie. Zdecydowanie im to odradzamy, ale oni nalegają. Pytają tylko, ile rabatu dostaną”.

Polonista Paweł Lęcki podaje konkretny przykład: nauczyciel matematyki nie mógł uczyć fizyki, bo nie miał na to papierka. Poszedł więc na studia podyplomowe online. “Odpalał komputer, a tam pani coś mówiła albo wyświetlała slajdy kiepskiej jakości. Kolega tego nie słuchał, bo na studiach ogarniał matematykę i fizykę. Pójdzie na egzamin, zaliczy, bo jest mu potrzebny ten papierek. Ale na tych studiach byli też historycy, nauczyciele religii, etyki, niemający bladego pojęcia o fizyce. Oni też dostaną papierek i będą mogli uczyć”.

Lęcki zwraca uwagę na ekonomikę problemu: organy prowadzące szkoły lubią lub muszą oszczędzać na zatrudnieniu. Tańszy jest jeden nauczyciel z paroma wątpliwymi uprawnieniami niż kilku z jednym sensownym. Gdy był młodym nauczycielem, dyrektor szkoły sugerował mu, że mógłby skończyć WOS. Potem był boom na informatykę, etykę, wychowanie do życia w rodzinie, edukację zdrowotną, a od jakiegoś czasu na wszystko, co jest związane z szeroko pojętą psychologią i pedagogiką specjalną.

”Edukacyjne Temu”

Iga Kazimierczyk z Uczelni Korczaka, prezeska Fundacji Przestrzeń dla Edukacji, określa patokształcenie mianem “edukacyjnego Temu”: “Bo jeśli nauczyciel jest po kursie terapii umiejętności społecznych czy wzmacniania motoryki małej u dzieci, to na papierze wszystko wygląda dobrze. Tyle że w opisie kursu nie ma programu, więc nie wiadomo, ile godzin przepracował, jaką jakość miało szkolenie. A dyrektorzy szkół to łykają jak pelikan suchą bułkę i dopiero potem się okazuje, co taka osoba naprawdę umie”.

Michał, odkrywając rynek, znalazł ogromny popyt na HR-owców i specjalistów od rozwoju osobistego. Wybrał coaching za 750 zł, bo spodobało mu się, że kurs online może ukończyć jeszcze tego samego dnia, kiedy go rozpoczął, a na dokumentacji nie będzie adnotacji, że to był e-learning. Test wyboru składał się tylko z dziesięciu pytań – łatwo było go zdać.

Co to oznacza dla czytelnika?

Patokształcenie to nie tylko problem etyczny, ale zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Osoby bez rzeczywistych kompetencji pracują jako pielęgniarki (mogą popełniać błędy medyczne), nauczyciele (mogą źle nauczać), a coachowie (mogą szkodzić psychicznie). System funkcjonuje, bo:

  1. Nauczyciele są zmuszeni – bez dodatkowych uprawnień trudno znaleźć pracę, a system wymaga ciągłego doskonalenia.
  2. Pracownicy publiczni szukają awansu – dyplom MBA za 2,5 tys. zł to szybka droga do wyższej pensji.
  3. Bezrobotni mogą się kształcić za darmo – urząd pracy pokrywa koszty kursów z Bazy Usług Rozwojowych.
  4. Państwo nie nadzoruje – instytucje publiczne przyznają sobie partnerstwo, ale nie weryfikują jakości.
  5. Biznes kwitnie – pseudouczelnie zarabiają miliony złotych na wydawaniu papierków.

Dopóki system pozostanie nienadzorowany, a państwowe instytucje będą przyglądać się biernie, patokształcenie będzie rosnąć. A jego ofiary – pacjenci, uczniowie, pracodawcy – będą płacić cenę za iluzję edukacji.

Najczęstsze pytania

Co to jest patokształcenie?

Patokształcenie to system fikcyjnych kursów i studiów, które wydają dyplomy bez rzeczywistego sprawdzenia wiedzy słuchacza. Kursy można ukończyć w kilkadziesiąt minut, testy są łatwe lub bez kontroli, a dokumenty pozwalają na awans zawodowy w sektorze publicznym.

Czy dyplomy z pseudouczelni są legalne?

Pseudouczelnie są wpisane do rejestrów (Baza Usług Rozwojowych, rejestry szkół prowadzone przez samorządy), ale państwowe instytucje nie nadzorują jakości kształcenia. Dyplomy są formalne, ale merytoryczna wartość jest zerowa.

Ile kosztuje dyplom MBA z pseudouczelni?

Dyplom MBA z pseudouczelni kosztuje około 2,5 tys. zł. Dla porównania, kurs głównego księgowego to niespełna 4 tys. zł, a coaching – zaledwie 750 zł.

Kto korzysta z patokształcenia?

Głównie nauczyciele zmuszeni systemem do ciągłego doskonalenia zawodowego, pracownicy urzędów gminnych dążący do awansu oraz osoby szukające szybkiego certyfikatu do kariery zawodowej.

Jakie są konsekwencje patokształcenia?

Osoby bez rzeczywistych kompetencji pracują jako pielęgniarki, nauczyciele fizyki czy terapeauci, zagrażając bezpieczeństwu pacjentów i uczniów. System oszczędzności w sektorze publicznym faworyzuje zatrudnianie jednego pracownika z wątpliwymi uprawnieniami zamiast kilku kompetentnych.

Na podstawie: Newsweek. Tekst opracowany redakcyjnie.